piątek, 15 września 2017

Sześć kobiet - Fryczkowska

Anna Fryczkowska: "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)"



Kryminał. Tak miało być. A wyszła powieść pseudo-psychologiczna z chorą kobietą w tle.

Po okładce spodziewałam się kolejnej chmielewskiej. A tu coraz gęściej, coraz mroczniej, coraz bardziej depresyjnie. Historie małżeństw pasują do mojego ostatniego odkrycia - wszyscy mają popierdolone związki. Te kobiety też.

Siedziały we mnie te historie następnego dnia, by jednak zaraz ulecieć. Nie pamiętam już nawet ich imion.

Wrażenie pozostało negatywne. Nie dość, że od razu wiadomo, kto zabił, to jeszcze ten powracający po latach ojciec. Patrząc z perspektywy - słabe to. Choć miało dobrze się zapowiadające chwile. Zwłaszcza sceny pisane przez autorkę kryminałów. Jakby kreacja kreacji dopiero tworzyła wiarygodną historię.

Smutne to.

Polecam troszkę **+_ _

sobota, 19 sierpnia 2017

Ishiguro - Nie opuszczaj mnie

Kazuo Ishiguro: "Nie opuszczaj mnie"



Co mi się stało, żeby sięgnąć nie po zabawną, wesołą historię, a po dystopię? Od początku wiadomo, że dobrze to się nie skończy [to chyba nie jest spoiler, bo wiadomo od początku].
Losy bohaterów zaznaczono tak delikatną kreską, akwarelą niemal, z troską i uwagą na innych ludzi, moim zdaniem rzadko spotykaną w kulturze europejskiej. Wydaje się, że dalekowschodnie pochodzenie autora ma olbrzymi wpływ na Jego postrzeganie świata, choć zarówno autor, jak i miejsce powieści, są mocno osadzeni w Europie, dokładniej w angielskim systemie edukacji.

Straszną wizję nikczemnego życia donatorów łagodzi ich czułe dorastanie, głębokie relacje, wrażliwe ukazanie postaci.
Dziwne dla mnie jest to, że wszyscy się godzą z losem.

Tak, wiem, że jest film, ale go nie widziałam. Zaczęłam i nie zmęczyłam.

Polecam *****

poniedziałek, 31 lipca 2017

Hrabal - Sprzedam dom

Bohumil Hrabal: "Sprzedam dom, w którym nie chcę już mieszkać.



Cóż..., nie mnie oceniać mistrzów.
Poetyka powojennych hut, artyzm języka, odzwierciedlającego maniery bohaterów, przebijająca się na pierwszy plan miłość jako spiritus movens życia. I sam smak życia. Magia.

Niestety nie da jej się przeczytać ciurkiem.

Klasyka *****+

czwartek, 13 lipca 2017

Rudnicka - Granat

Olga Rudnicka: "Granat, poproszę"



Cóż marudzić. Lekko, zabawnie, z pieprzem. Zaczyna się od dupy - istnieje podejrzenie, że ta część potrafi się regenerować jak wątroba.
Parskałam śmiechem. Kropeczek i Kropeczka to jakby Janeczka i Pawełek. Teściowe... nie wiem, na kim oparte, ale nie wyjęte. Nie męczy nawet powtórzony wielokrotnie dowcip o tym, że nie są fobami. Ani homo.
Po poprzedniej pozycji [Świnkach] sięgałam z pewną dozą nieśmiałości. Niesłusznie.

Coś tylko główna bohaterka mało po mężu rozpacza.

Polecam *****

sobota, 1 lipca 2017

Tokarczuk - Pokot

Olga Tokarczuk: "Prowadź swój pług przez kości umarłych"



Jestem urzeczona. Każdym elementem. Narracją, językiem, zarysem postaci, tematyką, a przede wszystkim magiczną atmosferą. Tak bardzo dałam się jej ponieść, że oderwałam się od realiów, i pomysł zemsty zwierząt kupiłam w całości. Gdyby Ktoś słuchał ludzkich modlitw, mogłabym nawet zacząć klęczeć w kościele i wznosić błagania do Najwyższego o dopełnienie Aktu Zemsty.
Czasem jest mi tak potwornie Wstyd za Ludzkość, za Człowieków, za ich [naszą] skłonność do sadyzmu, agresji, niepotrzebnej przemocy. Czemu nie ma tego u Zwierząt, a u ludzi ta cecha przeważa? Gdzie genetyka popełniła błąd? Agresję nabywa się wraz z inteligencją? Czemu religie sankcjonują prawo do przemocy? Dlaczego Najmędrsze Stare Księgi wywyższają jedne istoty, gnębiąc inne? Kto dał im do tego prawo?

Szczerze? Rozczarowało mnie ostatnie 30 stron, które zostawiłam sobie na deser. Wolałabym, żeby to była Powieść Mistyczna, Powieść z Przesłaniem. Magiczna forma zadośćuczynienia.

Cóż... Życie jest zbyt realne. Dziękuję, pani Olgo [wiem, tak nie można po polsku, ale co ja poradzę, że uwielbiam tę formę?] za tę lekcję.

Polecam *****+++++

niedziela, 7 maja 2017

Mankell - Niespokojny człowiek

Henning Mankell: "Niespokojny człowiek"



Wpadłam jak śliwka w czarną otchłań. Dwa dni w fotelu. Tu chyba nie o intrygę chodzi. Właściwie wszystko jedno, co się dzieje, kto jest szpiegiem i co robiły okręty podwodne w czasach zimnej wojny.

Rys głównego bohatera jest niezwykle wyrazisty. Wreszcie nie jest to nadzwyczajny heros ani ciapowaty nieudacznik borykający się z losem za pomocą whisky z lodem, niby ambiwalentny wobec świata, lecz gubiący głowę w obliczu pięknych kobiet. To najzwyklejszy ze zwykłych facet, który miewa lepsze i gorsze chwile, który trochę niedomaga, ale kocha swoje dzieci, i który wreszcie staje naprzeciw samotności.

Z początku tylko zastanawiałam się, czemu on jest tak podobny do tego chirurga w depresji, który obciął nie tę nogę. Gdy wreszcie skojarzyłam, że po prostu autor ten sam.

Trochę mgliście, szaro, jak to w skandynawskich lasach.


Polecam *****

środa, 19 kwietnia 2017

Czubaj - Martwe popołudnie

Mariusz Czubaj: "Martwe popołudnie"



Czubaj jak Czubaj. Szybko, sprawnie, zgodnie z opisem. Jak zakupy na allegro. Skończyłam wczoraj i coś mi zgrzyta. Zgrzyta w zębach. Nie niesmak. Nie niedosyt. Nie łyżka dziegciu. Coś nie gra, ale to coś tak ulotnego, że nie wpływa na ocenę w skali pięciu gwiazdek.
Miło, że główny bohater nie ucieka z zakrwawioną nogą, połamaną ręką i przestrzelonym mózgiem, tylko bardziej po ludzku. Choć ta cała ucieczka też jakaś taka niedorobiona.
O, niedorobienie mi zgrzyta. Nie wierzę w istnienie tego człowieka. Może zarys postaci jest zbyt dosłowny? Zbyt ludzki? On chyba nawet żadnej kurwy nie rzucił. Ni to Marlowe, ni Borewicz. Wątki przeplecione... Za cholerę nie wiem, po co ci politycy - spotkanie przy grobie na Bródnie dość ciekawe, ale niewykorzystane.
Ale że tłuczkiem...?
I gorąco dziękuję za Markiewicza i Młynarczyka. Za diabła nie odróżniam nazwisk na M.
Miło też, że Warszawa w tle. Że Jazdów. No i że Hopper.
Okładki nie rozumiem. Chyba ta z Hopperem lepsza, choć zbyt dosłowna.

Generalnie polecam ****+