czwartek, 18 stycznia 2018

Miłoszewski - Francja

Zygmunt Miłoszewski: "Jak zawsze"



Kolejny dowód na niemożność odbywania podróży w czasie. One się zawsze kończą tak samo albo gorzej.
Tak czy siak świetna, żywa powieść, która wciąga i od której trudno się oderwać. Niestety objętość sprawia, że jednak trzeba. Pięknie narysowana Warszawa alternatywna - można ją niemal powąchać. Historia, choć błaha i prosta [ileż było prób z cofaniem się w czasie od "Godziny pąsowej róży"?], to jednak nie zwykłe love story. Tym razem można się zadumać, jak przeżylibyśmy drugi raz dane życie. I z kim.
Gorzki koniec potwierdza tezę.


Polecam jako czytadło ****_
























środa, 17 stycznia 2018

Fałszerze

Antoine Bello: "Fałszerze"



Pewnie, że wolałabym o fałszerzach obrazów. Cóż, jest o fałszowaniu rzeczywistości. Pozwala zadumać się, czy Łajka była w kosmosie, czy Hitler ukrywał się w Argentynie i na jaki temat jeszcze nas oszukano.
Organizacja i jej prowadzenie z książek dla dzieci. Naiwność głównego bohatera na takim samym poziomie. I ni ch...a nie wiadomo, kto to finansuje.

Nie polecam **---

poniedziałek, 15 stycznia 2018

drugi jastrun

Tomasz Jastrun: "Wyszedł z domu i nie wrócił"



DLA MNIE drugi. W dodatku przeczytany zaraz po pierwszym. Pierwszy nabyty pod wpływem impulsu, drugi prawem serii. I - tym samym prawem - okazał się z serii.
Od poprzednika różni się nieco bardziej autoironicznym podejściem do życia. Obaj bohaterowie używają nawet tych samych porównań, obaj plują na PRL [to nie dziwi, dziwi, że tymi samymi słowy]. Po upływie czasu słabo ich odróżniam, Franciszek niewątpliwie jest mniejszym pesymistą, jego depresja nie wali po nerach jak tego, który chciał się zabić, ale mu nie wyszło, i przede wszystkim nie kończy się unhappy endem.
Świetnie napisana, polszczyzną, leniwie, powoli.

Polecam *****

niedziela, 14 stycznia 2018

Ostatnia arystokratka




szalony ciąg absurdalnych zdarzeń opisanych z dystansem nastolatki. każde z nich osobno szalenie zabawne - razem ledwo strawne. co dziwne, mam ochotę na drugą część.

Polecam do tramwaju ***--

masłem do dołu

: "Masłem do dołu"



Kwintesencja czeskiej literatury. Codzienność przepełniona absurdem na miarę Czapka. Ciepła, serdeczna, podszyta ironią do rzeczywistości. Zakończona happy endem. Czego chcieć więcej?

Polecam bardzo *****+

sobota, 13 stycznia 2018

Vopenka - podróże

Martin: "Podróże z Beniaminem"



O żesz ja cie kurde mole! Ale książka!!! Piszę na gorąco, po zamknięciu okładki.
Pierwsza myśl, że wraz z bohaterami ja też odbyłam kawał podróży. Wewnątrz siebie.
Leniwa przez większą część narracja uśpiła mnie całkiem. Niczego więcej się nie spodziewałam poza egzystencjalną próbą odnalezienia siebie - "czego może chcieć od życia" nadziany facet? skoro może wszystko? a nic nie musi?
Nadziana nie jestem, ale problem troszkę dotyczy i mnie, więc tym chętniej się w niego wciągnęłam, bezmyślnie przemierzając wraz z nim kartki podróży.
Aż tu nagle - bach!!! Powieść z dreszczykiem emocji!
Przypuszczam, że posiedzi we mnie długo jeszcze i długo, a na większość pytań i tak nigdy nie znajdę odpowiedzi.

Polecam jak jasna cholera ***** *

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Jastrun - Rzeka podziemna

Tomasz Jastrun: "Rzeka podziemna"



Uczciwie brana. Z empiku. Bez przecen.
Cały czas czekałam na obrót losu [podobnie jak we własnym życiu]. Dopiero info na okładce [przeczytane w 2/3 książki] uzmysłowiło mi nieodwracalność zdarzeń, nieuchronność tego, co musi nastąpić.
Jastrun.
Mimowolnie szukałam ojcowskiej poezji [zawsze patrzymy na herosów przez pryzmat znanych rodziców, cóż], znalazłam poezję XXI wieku. Poezję zagubienia, rozwarstwienia, niespełnienia. Poezję kolejnego fin de sicle'u, który jakoś nie prowokuje postmodernizmów, dadaizmów czy kubizmów [poza warstwą performensów], lecz prozę pogodzenia z się przegraną. Proces rozpadu ego, w którym nawet id nie wystarcza, by przeżyć. Rozpękane życia jak rozbite szkła niczym w lustrze odbijają popierdoloną rzeczywistość, w której przyszło nam żyć, a w której żyć nie umiemy i nie zawsze chcemy. Jednak nie ma już powrotu [mimo, że ma być jak było]. Siedzimy w rakiecie o nazwie technologia, postęp, cywilizacja i lecimy w prze... nie, w przestrzeń, w przepaść. Za ten lot, one-way, przychodzi nam płacić najwyższą cenę - zdrowie. Psychiczne.  

Polecam *****