Wpadła mi Norweżka między czeskie kawałki. Choć okładka wygląda dość zwyczajnie, jak cegiełka do literatury niepięknej, to wcale nie żałuję.
Romans, późny dość, rozebrany na kawałki, przenicowany na wylot z każdej strony trójkąta, drobiazgowo rozwiercony. Najciekawsza jednak jest pięćdziesięciolatka, która wreszcie zdaje sobie sprawę, że żyła dotąd nie swoim życiem. Wreszcie, po latach próby wpasowania się w oczekiwania społeczne, odnajduje siebie. Jakie to ważne wreszcie umieć powiedzieć NIE.
Choć językowo mnie nie powaliła - to nie jest lektura, którą by zlizywać, wysysać - to niełatwo się od niej oderwać.
Polecam *****-
