
No właśnie. Czytam opinie przed napisaniem swojej, a to błąd. Chodzi o to, że jestem w niewielkim, ale jednak, rozkroku. Zdarza się wam przeczytać książkę z zapartym tchem, a potem poczuć delikatny niesmak?
Mnie tak się przytrafia coraz częściej.
Początek szalony - stary rewolwer, szybkie trupy, stara miłość, tajemnica. A po połowie coś siada. Poczułam się znużona. Ktoś napisał, że to od szwedzkich nazwisk - istotnie są dosyć denerwujące: trudno je ułożyć sobie w głowie, bez zatrzymywania wzroku, a zapamiętanie ich jest poza moim zasięgiem - ale ja mam wrażenie, że końcówka była napisana przez autora w innych okolicznościach przyrody. Na innych emocjach. Z drugiej strony, gdy już wiemy, kto zabija, dramat przestaje nas tak wciągać.
Żałuję, że nie czytałam Strindberga [nie ma go w lekturze szkolnej !], i nie wiem, czy chcę go czytać po takim przedstawieniu postaci, i ten fakt na pewno umniejsza mi odbiór historycznego tła.
Tak czy siak, żywo, wartko, trochę starej broni, trochę współczesnej, kurz antykwariatu, zapach siarki i spalin z hondy shadow...
Generalnie polecam ****-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz